Zarzut 1 – Nie było kajaków (???)

Zarzut:

Sugerując się książką pani J.Krośkiewicz (Onoszko), Kapituła nagrody Jedynki – półtora miesiąca po wydaniu ksiażki, a kilka lat po wyprawie –  napisała:  “nie było odysei kajakowej, jaką zespół zapowiadał”.

My sami sformułowania  „kajakowa odyseja” nigdy nie używaliśmy.

Jak było:

O tym, jak korzystaliśmy z kajaków (gdzie tak, a gdzie nie) podczas tej wyprawy David napisał w 2007 r, niedługo po powrocie do kraju, w tekście „Grenlandia- zderzenie żywiołów“ miesięcznik GÓRY (nr 10/ 2007).

Precyzyjna informacja pojawiła sie też w tekście  „od malarii po kajaki…” , w magazynie BUKA ,luty 2008.

buka_luty2008croped

Opowiadaliśmy o tym również w trakcie wielu prelekcji – między innymi podczas Krakowskiego Festiwalu Górskiego (KFG) w 2007 r. Ilustrował to slajd, który przedstawiał Elizę na łodzi, 
z dwoma kajakami po bokach.

Poniżej klatka z zamkniętego pliku avi, z którego wyświetlaliśmy pokaz. Plik ten i data jego zapisu (nagrania) na dzień przed pokazem na KFG,  jest do sprawdzenia. Potem wszystkie pokazy były prezentowane z tego samego pliku.
Można więc łatwo sprawdzić, że o dotarciu do miejsca działania na łodzi motorowej mówiliśmy od zawsze. Nie mieliśmy żadnych powodów by to ukrywać.

W ramach tego samego festiwalu, ponad dobę po ww. prelekcji została nam wręczona nagroda Jedynka – za całokształt osiągnięć z 2007 r. (3 osiągnięcia). Wręczając nagrodę Kapituła nagrody wiedziała jak dotarliśmy do fiordów, wiedziała również, że będąc w rejonie zrealizowaliśmy na kajakach długie rekonesanse, a nie tak jak później napisano w Komunikacie – że pływaliśmy tylko między ścianą, a bazą na wyspie.

Wszystkie nasze przepłynięcia to w sumie ok. 100 km wiosłowania, często na wzburzonej fali.  Przez wiekszą część wyprawy (niemal miesiąc) poruszaliśmy sie sami na kajakach morskich, bez żadnego wsparcia. Opisaliśmy to – po raz kolejny – w naszych „Odpowiedziach” na portalu wspinanie .pl, 12.09.2011 r.

Mimo naszych wyczerpujących wyjaśnień (choć gdyby nie pomówienia wyjasniać nie było czego),  zaledwie kilka dni po ich publikacji – z pełną świadomością –  Kapituła nagrody Jedynki  publikuje twierdzenie: „nie było odysei kajakowej”?!  Sugerując w swoim komunikacie, a na forach internetowych pisząc wprost , że nie podaliśmy informacji o tym jak płyneliśmy.

Następnie ta sama kapituła wysyła fałszywe informacje do mediów zagranicznych – tym razem twierdząc ,że   „podczas dochodzenia ustalono” , że pływalismy kajakami tylko na odcinku 2km , między górą ,a wyspą gdzie mieliśmy bazę.  Jak określić takie działania ?

W kolejnych miesiącach, kiedy jednak wyszło na jaw (sic!),  że w 2007 r. opowiadaliśmy i pisaliśmy o łodzi motorowej, którą dotarliśmy w rejon działania,  okazało się, że ten zarzut łatwo można zastąpić innym. Oskarżono nas, że mimo, że zapowiadaliśmy płynięcie kajakami wzdłuż linii brzegowej, przez odcinek otwartego morza z miasteczka Nanortalik do fiordu Torsukattak, to w istocie nigdy nie zamierzaliśmy tego realizować.

Tymczasem jeszcze w dniu lądowania na Grenlandii chcieliśmy wykonać nasz pierwotny plan, a decyzja o zmianie została  podjęta na miejscu w wyniku warunków jakie napotkaliśmy (gęsty pak lodowy blokował rejon naszej trasy).

Co doprowadziło do przypuszczeń o kolejnej  „kajakowej” nieuczciwości ? Jeden z ” kajakowych badaczy” pan Mariusz Biedrzycki  wykazywał, że mając tak dużo bagażu nie moglibyśmy zmieścić się do dwóch kajaków, stąd uznał, że w ogóle nie zamierzaliśmy do nich wsiadać  na tej trasie. Jak „rzetelne” badania przeprowadził ten „naukowiec” by udowodnić swoją tezę ?

1. źle wyliczył nasz bagaż mimo, że mógł mieć do dyspozycji informacje z pierwszej ręki.

2. zapytał o nasz bagaż dwóch kolegów z którymi lecieliśmy – jako że informacje jakie uzyskał  mu nie pasowały, przekręcił je. (tak przynajmniej owi świadkowie stwierdzili już następnego dnia po publikacji jego „raportu”)

3. w swoim dążeniu do „prawdy” wcale nie zamierzał drążyć tematu. Uznał, że z powodu zbyt dużego bagażu nie zabierzemy się do kajaków, ale nie zapytał czy przypadkiem nie moglibyśmy zamówić łodzi z dowozem sprzętu lub prowiantu do bazy, a sami popłynąć kajakami?  ( a to właśnie pierwotnie planowaliśmy). Nie zapytał też, czy nie moglibyśmy – zamiast kupować żywność zaraz po wylądowaniu – uzupełnić jej zapasy potem, w okolicznej wiosce Innuitów ? (czego akurat nie planowaliśmy, bo o wiosce tej wtedy niewiele było wiadomo).
Pseudo-badacz jednak nie pytał o nic, pewnie nie chciał sobie zepsuć,  z góry postawionej tezy.

Na popularnym portalu specjalistycznym (wspinanie.pl) Biedrzycki opublikował nawet specjalny „raport’ w tej sprawie, który został  w ciagu kilku dni zdjęty przez Wydawców i opatrzony stosownym krytycznym komentarzem.

*****

Reasumując, pływaliśmy kajakami dokładnie tak jak opisaliśmy po powrocie z wyprawy. Wiele kilometrów, przeżyliśmy na nich pamiętne, emocjonujące przygody i jest nam zwyczajnie przykro, że nawet media podawały informacje, że to się nie wydarzyło.

*****

P.S Nigdy nie pisaliśmy o żadnej „odysei kajakowej”. Ten nośny „PR-owski” zwrot wymyśliła Kapituła nagrody Jedynki (po tym jak podchwyciły go media – już wiemy po co).

Wróć do listy zarzutów

Reklamy